niedziela, 12 kwietnia 2015

Trochę radykalne cięcie (5 cm)

Trochę radykalne? Brzmi trochę jak zaprzeczenie samo w sobie, ale pozwólcie mi wytłumaczyć. :D
(kurczę, jak nazywał się ten środek stylistyczny czy poetycki, który zawierał w sobie dwie przeciwstawne wartości? np. biała czerń, dobre zło itp... nie mogę sobie przypomnieć! humaniści, maturzyści, pomóżcie xD)

Już od dawna myślałam o radykalnym cięciu, bo mimo regularnego podcinania i zabezpieczania końcówek serum silikonowo-olejowym, ciągle widziałam białe kulki. Nie dotyczyło to jednak tych partii, które podcinałam, tylko tych wyżej, powstałych w wyniku cieniowania. Od chyba 2 lat próbuję zejść z tego cieniowania, podcinając ok. 2-3 cm co kilka miesięcy, co idzie dosyć wolno, bo jednocześnie chcę mieć jak najdłuższe włosy. Ale zastanawiałam się, czy ma to sens, skoro podniszczone, rozdwajające się partie, których nożyczki w takim układzie nie sięgają, ciągle się wykruszają i zniszczenia na nich idą w górę... Czy "cackając się" w ten sposób nie sabotuję efektów własnej pracy i w gruncie rzeczy nie opóźniam momentu, w którym nie będę miała już żadnych warstw? Jednak mimo to szkoda mi długości, bo po pozbyciu się cieniowania w tym momencie, włosy sięgałyby mi zaledwie do obojczyków...

Przedwczoraj przeczytałam wpis Henrietty, która miała podobne przemyślenia i zdecydowała się na obcięcie aż 12 cm, jednocześnie żałując, że nie zdecydowała się na to wcześniej. Można powiedzieć, że trochę mnie to przekonało, bo następnego dnia po myciu złapałam nożyczki i ciachnęłam ok. 5 cm swoich własnych włosów.

Przed (przepraszam za beznadziejną jakość zdjęć):




Po:


Za cholerę nie mogłam zrobić dobrego zdjęcia długości wczoraj, ale widać, że już samo cięcie bardziej je ujarzmiło (wyczesałam je tak samo zarówno przed cięciem, jak i po).



Dzisiaj (olejowanie skalpu kuracją ajuwerdyjską Orientany, długość Babydream fur Mama na całą noc, rano maska Seri z miodem na 40 minut, zielone serum Marion na końcówki; włosy są trochę nierówne, bo były jakiś czas związane):




Wygląda na to, że czeka mnie jeszcze jedno takie cięcie i potem wreszcie będę cieszyć się zdrowszymi końcówkami na całej długości. Nie mówiąc o tym, jak łatwo będzie zrobić większość fryzur bez martwienia się o wystawające kępki włosów ze wszystkich stron :D

Mój plan: zapuszczanie włosów przez kolejne 4-5 miesięcy, po czym ścięcie włosów na prosto u fryzjera, pozbywając się całkowicie cieniowania. Nawet jeśli oznaczałoby to ścięcie 7-8 cm. Myślę, że potem będzie mi o wiele łatwiej zapuszczać włosy i je pielęgnować.

Nazwałabym ten plan "półradykalnym". Łagodny to podcinanie 1-2 cm co 3 miesiące, półradykalny to pozbycie się zniszczonych partii na 2-3 razy, natomiast radykalny to ścięcie ich na raz. Co o tym sądzicie? :)


9 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. O właśnie! Teraz nie mogę uwierzyć, że nie mogłam sobie przypomnieć :D Dzięki :D

      Usuń
  2. Tak, oksymoron :)
    A cięcie udane, często po takim drobiazgu włosy odżywają :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zdania, że najlepiej od razu ściąć wszystkie zniszczenia i wtedy zapuszczać już całkowicie zdrowe włosy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że to dobra droga, ale jestem tchórzem brak mi odwagi ;)

      Usuń
  4. Ja już dawno zrezygnowałam z cieniowanych włosów, bo mnie denerwowało, że poszczególne warstwy się rozdwajały, trudno było zapuszczać włosy. Teraz mam włosy jednej długości i podcinam je co 2 miesiące, nie mam w ogóle rozdwojonych końcówek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, marzenie :) I to jest dokładnie mój cel! :)

      Usuń
  5. Odważna jesteś :D Ja bym sobie sama włosów nie obcięła ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, też zbytnio sobie nie ufałam, ale sposób jest sprawdzony i ponoć zawsze wychodzi, a poza tym można zawsze polecieć do fryzjera z nadzieją, że chociaż wyrówna :D

      Usuń

Zobacz również: