niedziela, 22 czerwca 2014

Niedziela dla włosów IV

To nie jest moja czwarta niedziela dla włosów W OGÓLE, tylko po prostu czwarta opisana na blogu. Tak to było ich o wiele więcej, nawet kilka razy w tygodniu :)

Dzisiejszy post będzie krótko i na temat. Przynajmniej taki mam plan.

1. Do snu, w sobotę wieczorem: odżywka/mgiełka Isana Oil Care w sprayu wzbogacona olejem Alterra Pomarańcza i Brzoza. Dałam naprawdę sporo tego oleju, bo ta mgiełka sama w sobie jest BEZ-NA-DZIEJ-NA. Ale z olejem to już zupełnie inna sprawa! Mimo to nie mogę się doczekać aż ją skończę, żeby móc wykorzystać buteleczkę do mgiełek własnej roboty, bo to dobra buteleczka, atomizer nie zacina się i psika rozsądną ilością. Chociaż jedna zaleta tej Isany :D Jednocześnie wadą jest duża ilość... 400 ml... D:

2. Rano, na ok. godzinę: olejowanie na sucho mieszanką: oliwa z oliwek, olej z pestek winogron i w niewielkich ilościach olej słonecznikowy i rycynowy. 

3. Szampon Gliss Kur Oil Nutritive (z SLS). A to dlatego, że nie wolno mi nakładać takich ciężkich olejowych masek jak te w kolejnym punkcie na przetłuszczony skalp. Zresztą nikomu nie polecam.

4. Maska z żółtka jaja i olei na skalp i na długość. Piekłam jednocześnie super zdrowe i pożywne batoniki owsiane, do czego potrzebowałam piany z dwóch białek. A co z żółtkami? Cóż, w domu włosomaniaczki nic się nie marnuje :D Podzieliłam żółtka na 2 części: do jednej dolałam olej rycynowy, łopianowy ze skrzypem Green Pharmacy i łyżeczkę octu jabłkowego - to na skalp. Na długość: żółtko z olejem łopianowym Green Pharmacy i oliwą z oliwek. Starałam się wykonać masaż skalpu podczas gdy była na nim maska, ale było to trudne, bo mimo rozcieńczenia żółtka z olejami praktycznie 1:1, jego "sklejające" właściwości ani trochę nie zmalały. Nie chciało mi się zakładać czepka foliowego, który się zresztą trochę podarł, więc jajo szybko zaschło na włosach. W związku z tym nałożyłam na to jeszcze hojną porcję tej mojej olejowej mieszanki "oliwno-winogronowej". Oj, było na bogato :D

5. Po 20 minutach zmyłam szamponem Alterra Jojoba i Migdały dla wrażliwej skóry głowy. O dziwo jeden raz wystarczył, żeby wszystko się dobrze domyło.

6. Odżywka Timotei Lśniący Blask z olejem sezamowym z maską Alterra Granat i Aloes, w proporcji 3:1, na ok. 5 minut pod czepek i ręcznik.

7. Płukanka ze skrzypu.

8. Po odciśnięciu włosów z wody: maska Ziai Intensywny Kolor (czerwona, w słoiczku) bez spłukiwania. Na splątane sianko z prawej strony dodatkowo odżywka bez spłukiwania na końcówki Joanna Argan Oil, niestety mało, bo już mi się kończy. 

9. Eliksir Ziołowy przeciw wypadaniu Green Pharmacy na skalp, plus masaż skalpu opuszkami palców. Podkreślam ten masaż, bo naprawdę się do niego przyłożyłam - zwykle przy wcieraniu wcierek robię to dosyć szybko i trochę byle jak.

10. Dałam włosom wyschnąć naturalnie.


I focie "po", wszystkie w naturalnym świetle (słabym z racji 100% chmur i 0% słońca za oknem) i bez lampy:


Nie rozczesywałam włosów przed zrobieniem zdjęć, bo ogólnie czeszę je jak najmniej. Mimo to efekt jest super: widać maksimum blasku, jaki jestem w stanie wydobyć z moich nisko- w stronę średnioporowatych włosów. 

A na poniższym zdjęciu powód, dla którego w odpowiednim świetle ludzie posądzają mnie o bycie blondynką lub robienie sobie pasemek (nigdy nie tknęłam farby! a szamponetki - od co najmniej pół roku):


A tu końcówki i szpan moim liceum, dostaliśmy te koszulki na ukończenie. ZOŚKOWCYYY!


Czo te włosy, tak się falują....
Kiedyś myślałam, że mam falowane włosy. Potem, że proste. A teraz to już nie wiem. Zobaczymy, co będą robić po tym, jak uda mi się pozbyć tego strasznego cieniowania. Na razie nie chce mi się bawić z całym "wydobywaniem skrętu", suszeniem dyfuzorem itd. Chociaż może są i falowane - widzę wiele falowanych/kręconych, które mówią, że "do skrętu potrzebują dużo protein". Ja właśnie poczęstowałam swoje włosy toną protein, więc może?...

:)

piątek, 20 czerwca 2014

Domowe i zdrowe wody smakowe

Wakacje to okres, w którym wiele osób bierze się za detoks albo idzie na dietę - nic tak nie motywuje jak widok czekającego na nas bikini ;) A nawet jeśli nas to nie dotyczy, nic nie zmienia faktu, że w tym okresie trzeba pić dużo wody, szczególnie podczas upałów. Znam osoby, które nie lubią zwykłej wody, zresztą nie ma co się dziwić - w kółko to samo może się trochę znudzić. Wiele osób sięga wtedy po sklepowe wody smakowe, które zawierają cukier, substancje słodzące, sztuczne aromaty i konserwanty... Jeśli naprawdę zależy nam na zdrowiu i sylwetce, polecam przygotowanie własnej wody smakowej - szczególnie podczas detoksu lub diety oczyszczającej. Dlaczego - zaraz wyjaśnię.



Potrzebujemy:

- dzbanka lub innego sporego naczynia
- oczywiście wody niegazowanej (z kranu jeśli jest ona bezpieczna)
- dodatków, które dodadzą właśnie tego smaku

Wrzucamy dodatki do wody, dobrze mieszamy i zostawiamy na tyle, ile cierpliwość nam pozwoli (najlepiej na noc, ale ja piję już po kilku minutach ;] ).

A jakie te dodatki?
Podzielę je na 2 grupy: oczyszczające (nie mylić z przeczyszczającymi! :P) i pozostałe :)

1. W diecie detoks najlepiej spiszą się:
  • cytryna - to pewnie żadne zaskoczenie :) Sok z cytryny pomaga oczyścić i alkalizować organizm (sprzyja odkwaszaniu).
  • mięta - pomaga na żołądek i w problemach trawiennych. Żeby stworzyć miętową wodę, potrzebujemy kilku świeżych listków. Jeśli nie mamy tej roślinki na parapecie, łatwo możemy ten stan zmienić - wycieczka do supermarketu i 6 zł rozwiąże problem :) W wielu supermarketach na dziale z warzywami i owocami są często półeczki ze świeżymi ziołami w doniczkach, np. rozmaryn, melisa, bazylia czy właśnie mięta. 
  • ogórek - bardziej wszechstronne warzywo, niż by się mogło wydawać! Woda z dodatkiem kilku plasterków świeżego ogórka ma orzeźwiający smak i właściwości przeciwzapalne. Oprócz tego nawadnia organizm lepiej niż sama woda! (porównaj: napoje izotoniczne)
  • imbir - oczyszcza organizm, wspomaga trawienie, dobrze robi na żołądek, czyli właściwie wszystko w jednym :) Ale uwaga, na 1 szklankę wody wystarczy 1 plasterek - imbir długo uwalnia swój aromat. Na początku w ogóle go nie czuć, co kusi, żeby dodać więcej. Kiedy tak zrobimy, mocno potem żałujemy, bo efekt jest piorunujący. Mówię z doświadczenia... :P
(Na podstawie http://www.fitsugar.com/Detox-Lemon-Cucumber-Ginger-Mint-Water-25695903)

Polecam mieszać dodatki. Nigdzie nie jest powiedziane, że należy dodawać tylko 1 rzecz. Wręcz przeciwnie! Najlepiej smakują wody z 2, maksymalnie 3 dodatkami. Oprócz wyżej wymienionych można dodawać owoce i inne zioła. 

2. Owoce i aromatyczne zioła - nie czynią aż tyle dobrego co dodatki z punktu 1, ale świetnie smakują i na pewno nie szkodzą:
  • truskawki
  • jagody
  • owoce cytrusowe, np. pomarańcze, grejpfruty, limonka itd.
  • arbuz
  • ananas
  • maliny i jeżyny
  • rozmaryn
  • szałwia
Możemy mieszać je dowolnie, do wyboru do koloru :) Mi bardzo smakuje moja woda imbirowo-jagodowa:



Jeśli nie macie pomysłu, możecie skorzystać z tych sprawdzonych połączeń:
  • wszystkie cytrusy (pomarańcza + cytryna + grejpfrut + limonka)
  • malina + limonka
  • arbuz + rozmaryn
  • jeżyna + szałwia
  • ananas + mięta
Gotowa woda może stać w lodówce do 3 dni.

(Na podstawie http://www.theyummylife.com/Flavored_Water)

Szkoda, że obecna pogoda nastraja raczej do picia grzańców niż orzeźwiających napojów... Cholerna polska pogoda, jakim cudem w czerwcu może być 14 stopni... Pocieszam się faktem, że za 2 tygodnie będę już w gorącym Teksasie, gdzie najniższa temperatura o tej porze roku to 27 stopni :)



Smacznego! A raczej - do dna! :)

niedziela, 8 czerwca 2014

Niedziela dla włosów - i dla siebie

Uff, wreszcie sesja! Nie, nie zwariowałam :) Dwa tygodnie przed początkiem sesji to był u mnie istny młyn, sajgon i co tam jeszcze - pisanie prac naukowych na łeb na szyję (brzmi dumnie, ale to tylko 12 stron razem ze stroną tytułową, bibliografią itd., a grupa uczestników badania wynosiła jedynie 29 osób... co nie zmienia faktu, że to była moja pierwsza praca badawcza, więc trochę zajęło mi, żeby wszystko rozkminić), uczenie się na 2 zaliczenia przedmiotów dziennie ("zaliczenie" = "egzamin, tylko nie w sesji, więc powiemy, że to zaliczenie, ale będzie śmiesznie"), a na podsumowanie tygodnia wizyta w ambasadzie. Na szczęście już wiem, że niektóre rzeczy poszły dobrze, w tym wizyta w ambasadzie, w związku z czym w te wakacje będę z radością umierała z przegrzania w gorącym jak patelnia Teksasie, jupiiiii! <3
A z nadejścia sesji bardzo się cieszę, bo mam w niej tylko 1 egzamin, i to dopiero za półtora tygodnia, można się wreszcie zrelaksować :) A no i jeszcze jedna praca, ale tym razem prostsza i bardziej przyjemna, bo typowo humanistyczna: socjologia + filmy + historia, o tak.

Wracając do niedzieli dla włosów i siebie. Dlaczego dodałam to "dla siebie"? Ano, od 3 dni boli mnie głowa, praktycznie non stop, bo nawet jak biorę tabletki, to ten ból tylko się zmniejsza, a nigdy tak naprawdę nie ustaje. Dziś rano wręcz obudził mnie ból głowy i przestraszyłam się troszkę. A że ostatnio nie odżywiałam się tak zdrowo, jak byłoby to zalecane, postanowiłam zrobić sobie dzień mini-detoksu, bo a nuż to z tego wynika mój ból głowy? Nawet jeśli nie, to nie zaszkodzi zrobić sobie jeden taki dzień.



Mój plan dnia:

  1. Śniadanie: ogromny kubek zielonej herbaty (pojemność ok. 0,5 l), wafel ryżowy Sonko, owsianka na mleku (tylko ze szczyptą soli, moje kubki smakowe cierpią, bo są przyzwyczajone do owsianki na słodko :c )
  2. WŁOSOMANIA: niedziela dla JASNYCH włosów :) 
  • Umyłam głowę mieszanką szamponów z SLS z... sodą kuchenną. Dodanie do szamponu sody pozwala na usunięcie nadbudowanych substancji na włosach szybciej i efektywniej niż zwykły "zdzierak" z SLS/SLES, ale oczywiście jednocześnie bardziej wysusza i matowi włosy - zdecydowanie nie jest to rozwiązanie dla wszystkich, a jeśli już ktoś się na to zdecyduje, to raz w tygodniu maksymalnie! A najlepiej to jeszcze rzadziej. 
  • Następnie zrobiłam sobie domową pastę rozjaśniającą z cynamonu (2 łyżeczki), 1/4 szklanki naparu z rumianku z łyżeczką miodu, soku z grubego plastra cytryny, plus trochę glutka z siemienia lnianego dla poślizgu i ochrony oraz odżywka Joanna Naturia Miód i Cytryna również dla tegoż celu, a także, by za bardzo nie zmasakrować sobie włosów. Taką mieszankę nałożyłam na mokre, odciśnięte z wody włosy, ale aplikacja sprawiła mi nieco problemów, bo mimo siemienia i odżywki konsystencja mieszanki była bardzo, taka, no, tępa (bez obrazy, mieszanko) przez ten cynamon. Nałożyłam więc tak równomiernie jak byłam w stanie i potrzymałam na włosach przez ok. 20 minut (dłużej się nie odważyłam, przynajmniej na początek). O ile nie macie większej wprawy w nakładaniu specyfików na włosy niż ja, Wasza wanna będzie wyglądała o tak:
Na szczęście łatwo się spłukuje, i radzę to zrobić w miarę szybko, inaczej domownicy mogą zacząć Was podejrzewać o różne dziwne rzeczy ;)
  • Spłukałam ciepłą wodą (spłukiwało się prawie jak szamponetka, czyli dłuuugo), nałożyłam trochę odżywki Timotei Róża z Jerycha Lśniący Blask (z olejem sezamowym), odcisnęłam nadmiar wody i nałożyłam mieszankę oleju z pestek winogron i oliwy z oliwek na długość, a na skalp i włosy u nasady olejek Green Pharmacy Łopian i Skrzyp Polny. Związałam w kok, potrzymałam ok. 45 minut i zmyłam odżywką: najpierw Joanna Naturia Miód i Cytryna, a potem jeszcze balsamem zielone jabłuszko do włosów normalnych i przetłuszczających się od Alberto. Oleje rzeczywiście się domyły, ale to zasługa głównie zielonego Alberto - naprawdę dobrze myje :)
  • Po odciśnięciu z wody nałożyłam serum do zniszczonych/suchych końcówek Joanna Argan Oil - wyśmienicie ułatwia rozczesywanie i jest dosyć wydajne, kosztując przy tym naprawdę niewiele, jak na Joannę przystało. Spryskałam skalp i włosy u nasady Eliksirem wzmacniającym przeciw wypadaniu Green Pharmacy.
  • Dałam włosom wyschnąć naturalnie. Zajęło to więcej niż np. wczoraj, mimo że dziś jest jeszcze cieplej, więc winą za taki stan rzeczy obarczam wysuszenie włosów - włosy zniszczone i przesuszone schną dłużej niż zadbane i nawilżone. Po wyschnięciu efekt jest taki:
Efekt rozjaśnienia, jakkolwiek delikatny, jest. Co ciekawe, rozjaśnienie nie poszło w stronę blondu (jak np. po rumianku), tylko jakby jaśniejszego brązu. Oprócz tego włosy zyskały trochę cieplejszy odcień, podczas gdy po rumianku moje włosy mają raczej chłodny, nawet żółtawy odcień. Różnicę w temperaturze brązu widać na tle mojej brązowej koszulki, która jest zdecydowanie zimnym brązem. Ale poczekajmy, może to tylko pozostałości cynamonu nadają im taki odcień, a po następnym myciu wszystko wróci do swojej chłodnej normy?

3. W międzyczasie: popijanie wody z plasterkiem cytryny i imbirem, a później to samo tylko że ze świeżymi truskawkami :)

4. Przekąski: świeże truskawki, sałatka z truskawek i jabłka, samo jabłko, brzoskwinie "ufo", nasiona słonecznika i pestki dyni.

5. Obiad: wafle ryżowe Sonko (smuteczek :c)

6. Kolacja: ryż pełnoziarnisty na mleku, bez cukru, ale z odrobiną soli.

Oraz - inhalacje Inhalolem, żeby odetkać zatoki i przyspieszyć odkrztuszanie wydzieliny (trochę pokasłuję). Jest to olejek do inhalacji parowych, mieszanka olejku sosnowego, tymiankowego, miętowego i w największym stężeniu: terpentynowego. Wystarczy szklanka gorącej wody i dobre chęci. Polecam, pomaga w przeziębieniu i grypie lepiej niż niejeden syrop wykrztuśny. W dodatku to sama natura, a ostre opary pomagają wytępić wszelkie ślady wrogiego życia w gardle :) Kosztuje ok. 10 zł, do kupienia w praktycznie każdej aptece.


Rączki brudne od truskawek.

Dzień jeszcze się nie skończył, ale ból głowy prawie odszedł. No właśnie, prawie, niestety. Mam nadzieję, że to jednak już ostatni dzień. Mam też nadzieję, że wytrzymam na tej mojej diecie do wieczora i nie skuszę się na żadne ciasto czy mięso albo chleb...


wtorek, 13 maja 2014

Niedziela dla włosów - reanimacja po trudach podróży

Spotkała mnie niesamowita okazja, by pojechać sobie do Niemczech... za darmo! A to dlatego, że załapałam się na seminarium w ramach projektu "Politische Bildung", w dalekim Papenburgu. Dalekim, bo tuż przy granicy z Holandią... tak daleko od polskiej granicy, jak to chyba fizycznie możliwe. Podróż autobusem do samego Leer trwała 17 godzin, potem taksówką kolejne pół godziny na miejsce, potem przez kilka dni brak możliwości praktykowania lekkiej choćby włosomanii, potem znów podróż przez 18 godzin... I miałam wrażenie, że włosy trochę mi się podniszczyły. Zabrałam ze sobą szampon Alterry z mango i odżywkę Gliss Kur Ultimate Oil Elixir (brązowy). I Calcium Panthotenicum, ale wiadomo, że z regularnością jego zażywania przy tak napiętym grafiku nie było najlepiej.

Wrzucam focię siebie i moich włosów na wyjeździe, żeby nie było, że bez obrazków (można kliknąć i powiększyć):
Sorry za minę, ale cóż, modelką nie jestem :D


Po powrocie do Warszawy z wielką ulgą natychmiast naolejowałam włosy (w niewielkich ilościach) olejkiem Alterra Brzoza i Pomarańcza (btw to olejek do ciała... a ja sugerując się tym, że przeczytałam o nim na blogu włosomaniaczki, szukałam go na półkach z odżywkami... geniusz). Nie daje mi on - nie lubię tego sformułowania, ale z braku laku: efektu wow, ale lepszy rydz niż nic - i cudownie pachnie. Nie jest też tak tłusty i obciążający jak np. oliwa z oliwek czy olej z pestek winogron, więc bez obaw o los poduszki nakładam go na noc. Może w przyszłości wymieszam go z oliwą, jako że wreszcie zdobyłam pustą butelkę z ciemnego szkła na moje olejowe mieszanki :3

Po naolejowaniu zaplotłam warkocz i poszłam spać. Rano, gdyż spora część olejku wchłonęła się przez noc w moje spragnione miłości włosy, dołożyłam szczególnie na końcówki trochę oliwy z oliwek, potrzymałam ok. 3 godziny i umyłam włosy szamponem Alterra Jojoba i coś tam, dla wrażliwej skóry głowy. (Czy tylko ja mam tak, że zawsze zapamiętuję tylko 1 "składnik główny" szamponów, które w nazwie mają ich 2? Np. Alterra Figa i coś tam, Alterra Pomarańcza i coś tam, Alterra Mango i coś tam...).
Następnie maska Seboradin przeciw wypadaniu włosów na skalp, a na resztę ten mój brązowy Gliss Kur. Kupiłam go ze względu na zapach i zawartość keratyny, ale jak na razie mam wrażenie, że np. czarny czy niebieski spisuje się jednak lepiej... Rozczesywanie po nim włosów nie jest tak łatwe, jak by sobie można było wymarzyć.

Po wyschnięciu włosów spsikałam dolną część długości odżywką w sprayu Isana Oil Care. Jakoś specjalnie w nią nie wierzę, ale stosuję ją jako warstwę dodatkowo zabezpieczającą, "zaklejającą" wysokoporowate końcówki. Nie dopatrzyłam się niczego, co by mi mogło w niej zaszkodzić. Długą listę konserwantów na końcu pomijam oczywiście milczeniem.

I to tyle :) Nie było jakoś bardzo skomplikowanie ani zaawansowanie, ale było. Dodam, że biorę udział w akcji Anwen z maskami, więc bodajże 2 dni po tym potrzymałam na włosach maskę Alterry Granat i Aloes przez dobre ponad pół godziny. Zawiera ona alkohol, który potrafi wysuszyć, więc przezornie po jej spłukaniu zastosowałam tego Gliss Kura, ale później na dworze zauważyłam, że wszystkie końcówki były... "rozcapirzone". Krótko mówiąc dowiedziałam się o istnieniu rozdwojonych końcówek tam, gdzie wcześniej się ich nawet nie spodziewałam. Ale cóż, teraz wiem, że albo muszę trzymać tą maskę krócej, albo używać mocniejszych silikonów po niej. Następnym razem na końcówki nałożę odżywkę bez spłukiwania Joanna Argan Oil, oby podziałało.

Bis bald! ;)

piątek, 25 kwietnia 2014

Niedziela dla włosów

Co prawda nie ta i nie poprzednia, tylko jeszcze poprzednia... Ale liczy się, że była i przyniosła SPEKTAKULARNE efekty.

Oto główni bohaterowie tego pamiętnego dnia:


Najpierw umyłam dobrze włosy, bo niestety przetłuszczają się one w zastraszającym tempie. Nie ma sensu niczego nakładać, jeśli i tak nie dotrze to do skóry głowy przez sebum - ba, nawet nie powinno się nakładać np. olejów na taki przetłuszczony skalp jak mój, bo mogą od tego wypaść włosy - po prostu za dużo "dobrego" (niestety wiem o tym z własnego doświadczenia). Umyłam je też po to, by usunąć wszystkie nadbudowane silikony itd. Użyłam do tego celu osławionego płynu Facelle wymieszanego z różnymi SLSami, co prawda drogeryjnymi, więc też mogły zawierać różne "oblepiacze", ale zaufałam "destrukcyjnej" mocy zawartego na pierwszym miejscu w ich składzie SLS. Tym bardziej że głównym składnikiem tej mieszanki oprócz Facelle był szampon Garnier Ultra Doux Lipa, rzekomo bez silikonów.

Na wilgotne włosy od ucha po końcówki nałożyłam organiczną oliwę z oliwek, kupioną za ok. 20 zł w Lidlu. Została wyprodukowana w Grecji wyłącznie za pomocą środków mechanicznych, jest nierafinowana, ma unijny certyfikat organiczności. Mam nadzieję, że to wszystko prawda - za tak niską cenę... 
Od ucha wzwyż nałożyłam mieszankę olejów: z pestek winogron (w największej części), rycynowego i słonecznikowego. Skalp naolejowałam zdobytym w Rossmanie olejkiem łopianowym ze skrzypem Green Pharmacy:



Ostatnio włosy trochę mi się przerzedziły, co stanowi prawdziwą tragedię, biorąc pod uwagę fakt, że nigdy nie było ich za dużo. Teraz więc testuję ten olejek, 2 razy w tygodniu przed myciem włosów. Zobaczymy, jakie będą efekty.

Oleje potrzymałam na włosach przez ok. 3 godziny, a następnie zmyłam maską Alterra Granat i Aloes. Jeszcze nie widziałam w blogosferze, by ktokolwiek używał tej maski do zmywania olejów, ale ja tak zrobiłam i efekt był po prostu super. Oleje dobrze się domyły, a włosy nie były tak doszczętnie wyczyszczone jak po zmywaniu szamponem, choćby najłagodniejszym i bez SLS.

Następnie spłukałam włosy naparem z rumianku i siemienia lnianego, chociaż tego siemienia było tak mało, że nie wiem, czy jego obecność cokolwiek zdziałała.



Potem - nie tylko na końcówki - nałożyłam ociupinę (bo tylko tyle potrzeba, super wydajność!) odżywki bez spłukiwania Joanna Argan Oil, przeznaczony dla suchych końcówek włosów. Dopadłam go za ok. 7 zł w niesieciowej drogerii Agnes.
Baj de łej polecam tą drogerię - być może nie jest to Rossman, ani pod względem zaopatrzenia ani pod względem cenowym, ale za to ma wiele produktów, które normalnie ciężko dostać stacjonarnie, głównie kosmetyki właśnie naturalne. Można tam dostać Seboradiny, Green Pharmacy, a nawet jakieś rosyjskie kosmetyki! Niestety nie ma wielu klientów, bo nie jest najkorzystniej usytuowana i cały ruch zabierają Natury, Rossmany i SuperPharmy z pobliskiego Wola Parku i Tesco. Ulica Bolkowska 2B, Warszawa-Bemowo, przystanek Konarskiego lub Bemowo Ratusz - tylko mi wszystkiego nie wykupcie! :P


Nie jestem ekspertem od analizy składu, ale chyba nie jest on najlepszy... A olejek arganowy jest gdzieś hen, hen daleko...


...co nie zmienia faktu, że odżywka działa fenomenalnie i także samo pachnie. Kiedykolwiek jej użyję, przez cały dzień nie mogę przestać wąchać włosów :D Pachnie jakoś tak... kokosowo-korzenno-orzechowo-jakoś... Nie jestem dobra w opisywaniu zapachu. Po prostu trzeba samemu poniuchać. ;)

Suszarce dałam wolne i pozwoliłam włosom wyschnąć samoistnie.
Efekty: lśniące, mocne, zdrowo wyglądające włosy o idealnie wygładzonej strukturze, nawet rozdwojone końcówki gdzieś się schowały :) Efekt uboczny to przyklap, ale nie jestem najlepszym jego wskaźnikiem, bo moje cieniutkie, wysokoporowate włosy są całkowicie oklapnięte nawet po 2 godzinach od umycia ich samym tylko szamponem. 
Więc generalnie polecam moją niedzielę dla włosów dla każdego, bo nawet jeśli zafundujecie sobie prawdziwy przyklap, można sobie zrobić jakieś ładne wysokie upięcie i wtedy nic nie widać ;)

piątek, 11 kwietnia 2014

Wiosna w mieście

Teraz co prawda pierwsze kwiaty wiosny zaczynają ustępować soczystej zieleni, ale jeszcze kilka dni temu wokół mojego bloku udało mi się złapać drzewa mirabelek i forsycje w pełnym rozkwicie:



Tuż naprzeciwko klatki ktoś nasadził kiedyś kilka krzewów forsycji w linii, obok siebie. Nikt ich nie przycina, więc są wysokie na ponad 2 metry!




Kilka kroków dalej rośnie samotne, acz sędziwe drzewo mirabelek. Całe obsypane śnieżnobiałym kwieciem wygląda po prostu bajecznie! A jak pachnie...





Uwielbiam i doceniam mój aparat - prezent urodzinowy <3 Nie, nie lustrzanka. Ale już mnie straszą, że na któreś urodziny kiedyś ją dostanę ^^

[Wszystkie te zdjęcia zostały zrobione przeze mnie i należą do mnie, wykorzystanie ich bez mojej wiedzy i zgody to naruszenie praw autorskich]

sobota, 29 marca 2014

Szydełkowe kokardki

Im dłuższe są moje włosy, tym większą staję się wielbicielką wszelakich ozdób do włosów. Najlepsza opcja póki co to dla mnie właśnie kokardki, a skoro jestem fanką szydełkowania i ogólnie robienia prawie wszystkiego samemu - postanowiłam zrobić własne kokardki na szydełku :)



Ta pierwsza jest wykonana z cienkiej włóczki akrylowej, całkiem spora, jeszcze nie wiem, co z nią zrobię. 





Z kolei drugą zrobiłam z... nici szewskiej, jakoś tak. Cieńsza niż sznurek, grubsza niż nić, bardzo śliska i wcale nie rozciągliwa, więc łatwo się tym nie szydełkuje, ale dać - się da.



Dokleiłam do niej małą spinkę, żeby można było jej użyć, by "zakryć" lub chociaż ozdobić jakoś gumkę związującą warkocz.



Jak je zrobiłam? Bardzo prosto: to zwykłe rzędy słupków, nic więcej. Należy zrobić ileś tam oczek łańcuszka, połączyć końce za pomocą oczka ścisłego zamykającego i potem słupki aż do uzyskania pożądanej grubości. Potem można związać to resztką włóczki, tak jak zrobiłam to z zieloną kokardką, albo użyć kawałka wstążki lub materiału, tak jak to zrobiłam z czarną kokardką. 

Mam w planach wstążki już niekoniecznie szydełkowe, własnoręcznie ozdabiane wsuwki i więcej, zobaczymy, jak to wyjdzie :)

Zobacz również: